<title_newspaper="Gromada  Rolnik Polski"> 
<title_article="Rodzinne wito"> 
<author_1=Jerzy Gembicki> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month=12>
<date=1952-12-23>
<period=w3> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Jeli na szerokiej drodze midzy domami wsi Dbnicy zatrzymacie jakiego chopca czy dziewczynk w wieku szkolnym lub przedszkolnym, prawie na pewno moecie powiedzie, e nazywa si Lamot, e jest synem czy crk naszego korespondenta, Henryka Lamota, ktry zaprosi nas wanie niedawno na uroczysto chrzcin jedenastego dziecka  Wandy.
A wic i mymy tam byli, mid i wino pili. A przede wszystkim cieszylimy si szczciem rodziny Lamotw. Caa wesoa czereda maych Lamotw yje w warunkach, o jakich przed wojn nie mogyby nawet marzy dzieci chopskie. A mio spojrze na t rumian, zdrow gromadk. Przed chwil may pucoowaty Mietek oprowadza nas po obejciu i w przerwach midzy fachowymi uwagami o rasowych krlicach i kurach nie bez dumy napomyka, jak to on si uczy i e, jak skoczy szko, pojedzie do miasta. Jego wesolutka siostrzyczka, ywa jak iskra, nie chcc pozosta w tyle, deklamowaa wierszyki i piewaa piosenki, ktrych nauczya si w przedszkolu. T rozbiegan i szczliw dzieciarni naprawd niesposb byo nakoni do zebrania sie w jadalnej izbie, aby wreszcie ustawiy si spokojnie przed aparatem fotograficznym. 
Dopiero Heniek, najstarszy syn Lamotw, wzi si na sposb i ogosi rodzestwu, e bdzie gra na harmonii. To poskutkowao. 
Genio i Franek cignli wreszcie od kolegw z koca wsi, Ja szybko dokoczy napoczty kawaek makowca, a Zuza ulokowaa si z burym niedwiadkiem na otomanie. Otwary si drzwi kuchni, buchn ciepy, smakowity zapach gotujcego si rosou. W drzwiach stana gospodyni domu i jej najstarsza, zamna ju crka, matka dwojga dzieci. Lamotowa ogarna swoj gromadk macierzyskim spojrzeniem, delikatnym ruchem wygadzia falbanki przy beciku malekiej Wandzi i po chwili caa rodzina upozowaa si do pamitkowej fotografii.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
